Wywiad dlalejdis

Wywiad dlalejdis

Wywiad dla portalu DlaLejdis.pl przeprowadzony przez Paulinę Grzybowską. Dostępny T U T A J

Nieczęsto zdarza się pisarz, który już od lat nastoletnich wydaje książki – i regularnie zmienia gatunki.

Tymczasem pisarka młodego pokolenia, Beata Worobiec, pokazuje, że nie tylko jest to możliwe, ale i może okazać się nie lada sukcesem! Autorka kilku powieści, w tym zbierającej wiele pozytywnych opinii książki „Nie dla Ciebie” zdradzi nam dziś, czy do pisania potrzebuje weny, co, poza pisaniem, jest jej pasją, jak postrzega związki damsko-męskie i dlaczego nie zamyka się w jednym gatunku.

dlaLejdis.pl: Skąd pomysł na stworzenie takiego nietypowego trio jak w przypadku Dominiki, Sonii i Dawida?
Beata Worobiec: Typowe rzeczy są nudne. Wpadłam więc na pomysł zestawienia ze sobą trzech różnych osobowości. Zaczęło iskrzyć, więc sadystycznie zderzałam ich ze sobą wielokrotnie – w ten sposób powstała cała opowieść.

Czy postać Dawida z „Nie dla Ciebie” była wzorowana na znanych Ci mężczyznach, czy po prostu tak Ty widzisz oczyma swojej wyobraźni współczesnego „maczo”?
Dawid jest sklejony z jednego konkretnego pierwowzoru, kilku pobocznych i moich wyobrażeń na temat osoby tego pokroju. Najzabawniejsze jest chyba to, że ma również coś ze mnie.

W swojej powieści umieściłaś dwie zupełnie różne od siebie kobiety, które pokochał jeden mężczyzna. Czy wierzysz, że i w rzeczywistości jedna osoba może kochać dwie inne tak samo mocno – rzecz jasna na poziomie miłości romantycznej?
Oczywiście! Jestem o tym przekonana. Ludzie nie zakochują się w konkretnych cechach. Kręci nas całościowy pogląd na człowieka – suma jego osobowości, zachowania, charakteru, a nawet drobnych gestów. Nie jest tak, że kochamy tylko niebieskookich blondynów, albo wykształconych intelektualistów. Czasami tracimy głowę między innymi dlatego, że ktoś w uroczy sposób mówi: „Yey yeah!”, albo ma takie jedno spojrzenie, od którego miękną nogi. W jednym będzie nas pociągało to, że stoi twardo na ziemi, jest ogarnięty życiowo i stabilny emocjonalnie, a w innym to, że jest szalonym muzykiem, który budzi się w jednym mieście, a zasypia w drugim. Po prostu pociągają nas ludzie atrakcyjni (to banał, ale jakże istotny dla sprawy). Tacy, którzy nie czarują samym wyglądem, ale podejściem do siebie i do świata. Zarówno Sonia, jak i Dominika, są takimi kobietami, więc nie mam wątpliwości, że mogłyby oczarować tego samego mężczyznę.

Czy przewidujesz kontynuację powieści „Nie dla Ciebie”, czy uważasz ją raczej za projekt zamknięty?
„Nie dla Ciebie” to zamknięty projekt. Nie przewiduję kontynuacji, chociaż nie ukrywam, że przeleciało mi przez myśl kilka koncepcji i jeśli czytelnicy by mnie przekonali do napisania, to może dałabym się namówić. Jestem bardzo mało asertywna ;) Jeden z pomysłów opierał się na życiu kobiety, która jest damską wersją Dawida. Świat z jej perspektywy również mógłby okazać się ciekawy. Miałam też kilka koncepcji na temat dalszego życia Dawida – jednakże o tym, co mogłoby się w nim wydarzyć nie będę mówić, bo musiałabym zdradzić zakończenie książki.

Skąd pomysł na stworzenie książki, której najbliżej do kręgu literatury obyczajowej dla kobiet? Po zapoznaniu się z Twoim blogiem mogłabym raczej stwierdzić, że nie przepadasz za „zamknięciem” w jednej dziedzinie…
Pomysł wziął się właśnie z tego, że nie zamykam się na żaden gatunek literacki. Natchnęło mnie do tego typu opowieści, więc nie zastanawiałam się, czy to będzie erotyk, czy powieść obyczajowa. Nigdy nie usiłuję mieszać gatunków na siłę. W tym wypadku dorzucanie dodatkowych wątków wydawało mi się sztuczne.

Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że „Nie dla Ciebie” nie jest Twoją pierwszą powieścią. Wydałaś już inną książkę pod pseudonimem (z dziedziny fantastyki).
Owszem, „Nie dla Ciebie” jest moją drugą książką. Pierwszą jest „Oko Kanaloa: Szyfr Wtajemniczenia” – opowieść przygodowo-fantastyczna, w której poruszam wątek tajemniczego Czarnego Księżyca. Niewiele osób wie, że właśnie tam ukrywają się demony, a ten, kto nad nimi zapanuje, będzie mógł bardzo szybko zawładnąć całym światem. Mamy więc dwa antagonistyczne bractwa, które usiłują tego dokonać. Mamy też niepozorną główną bohaterkę, która z ciekawości pakuje się w sam środek walki między bractwami.

Skąd taka rozbieżność gatunków?
A czemu nie? Nie lubię ograniczeń. Byłam młodsza, chciałam napisać coś dla młodzieży, więc wybrałam fantastyczne klimaty. Wydaje mi się, że wyszło całkiem nieźle. Do dziś dobrze się bawię, wracając do niektórych fragmentów. „Oko Kanaloa” na pewno jest bardziej humorystyczne niż „Nie dla Ciebie”. W drugiej książce starałam się zawrzeć więcej przemyśleń i skupić się na tematyce damsko-męskiej, czyli tym, co dla mnie aktualne. Wydaje mi się, że mam wiele do powiedzenia w tej kwestii, zwłaszcza po serii szkoleń z uwodzenia, które miałam okazję prowadzić.

Na swoim koncie masz również kilka książek wydanych w formie PDF-ów. Dlaczego „Nie dla Ciebie” zdecydowałaś się wydać jednak w tradycyjny sposób?
Dążę do tego, żeby wydawać we współpracy z wydawnictwami. Jednocześnie… proces wydawniczy długo trwa, a ja jestem z natury niecierpliwa i uwielbiam dzielić się swoimi tekstami z najwierniejszymi czytelnikami jeszcze w tej samej chwili, kiedy postawię ostatnią kropkę. Opcja wrzucenia na stronę pdf-ów w pełni tę potrzebę zaspokaja (dlatego warto czasem zajrzeć na new2.beatapisze.pl, albo śledzić mnie na facebooku). Ci spragnieni nowych opowieści mogą wtedy pożreć nową opowieść jako pierwsi, a reszta czeka grzecznie na wydanie tradycyjne.

Co przychodzi Ci najtrudniej, gdy siadasz do pisania? Od razu masz jakiś pomysł, czy rodzi się on powoli i w bólach?
Mam za dużo pomysłów. Zanim skończę pisać jedną opowieść, już mam pomysły na dwie kolejne. Najcięższy w tym wszystkim jest… brak czasu. Ostatnio kiepsko mi idzie znajdowanie go między pracą, studiami i życiem prywatnym. Często okazuje się, że po powrocie do domu mogę albo usiąść i pisać (o ile mam jeszcze siłę), albo iść spać. Z bólem stwierdzam, że jestem już chyba stara, bo spanie wygrywa. Jednocześnie jak w weekend dorwę się do klawiatury, to pilnuję tylko, żeby nie zaślinić jej z ekscytacji, że w końcu mogę się wyżyć twórczo.

Jak oceniasz polski rynek wydawniczy z perspektywy osoby, która wydała już dwie książki?
Po wydaniu dwóch książek wciąż uważam, że polski rynek wydawniczy jest za bardzo zamknięty na rodzimych autorów. Promuje się tylko znane nazwiska i sprowadzane z zagranicy tytuły, które tak naprawdę już nie potrzebują więcej promocji. Tymczasem wiele talentów umiera śmiercią naturalną, bo nie mają siły przebicia. Pierwszym, co przychodzi mi na myśl, kiedy myślę o współpracy z wydawnictwami, jest historia Jarosława Wilka (autor książki „Pan Wilk i kobiety”), którego osobiście poznałam jeszcze za czasów, kiedy szykował się do wydania pierwszego dzieła. Już wtedy miał w sieci swoich czytelników, a jednocześnie po kontakcie z wydawnictwami nie dostał żadnej satysfakcjonującej propozycji. Wydał więc książkę samodzielnie i osiągnął sukces sprzedażowy. Teraz nagle wydawnictwa są zainteresowane współpracą z nim. Nie dostrzegali talentu w mało znanym Panie Wilku, ale teraz, kiedy jego książki zbierają pozytywne recenzje i można je znaleźć nawet na półkach w Tesco, stał się interesujący. Tak to właśnie u nas działa.

Na swoim blogu zachęcasz czytelników do wysyłania pomysłów na treści – tych do książki czy bloga. Często z nich korzystasz?
Zdarza mi się korzystać z pomysłów i sugestii czytelników. Częściej jeśli chodzi o treści pojawiające się na blogu. Niestety o książkach zbyt mało wiedzą w trakcie procesu tworzenia (nawet dla mnie fabuła jest tajemnicą, zanim nie skończę pisać), więc nie bardzo są w stanie mi pomóc. Chętnie jednak przyjmuję wszelkie opinie na temat tekstów i wskazówki, nad czym jeszcze powinnam popracować, albo na jakiej tematyce się skupić. No i kocham wręcz dostawać maile od czytelników, którzy chcą mi przekazać swoje odczucia po przeczytaniu książki. To zawsze bardzo mnie inspiruje do dalszego tworzenia.

Czy masz jakieś rytuały, których się trzymasz podczas pisania, aby wena była blisko Ciebie?
Hmm… poudawałabym chwilę, że myślę, żeby nie było, że palnęłam coś bez zastanowienia, ale mózg mógłby mi się przegrzać, zanim coś bym znalazła. Nie mam rytuałów. Po prostu siadam i piszę, kiedy mam siłę i czas. Jedyne, co przychodzi mi do głowy, to fakt, że odcinam się od ludzi. Najczęściej piszę w nocy, bo strasznie rozprasza mnie, kiedy ktoś się koło mnie kręci, albo czegoś ode mnie chce. Poza tym nie wymyśliłam niczego, co powtarzałoby się przy każdej sesji pisania. Piszę przy muzyce i w ciszy. W domu i na ogródku. Na fotelu, na łóżku, na dywanie. Na siedząco i na leżąco. W pełnym ubraniu i w samej koszulce. Chyba po prostu wyrosłam z wiary w wenę. Do pisania wystarczy względnie dobry humor, chęć i siła. Jak mnie nic nie boli, oczy mi się nie zamykają, mam czas i nikt nie stoi mi nad głową, to mogę pisać.

Co – poza pisaniem książek – sprawia Ci największą przyjemność?
Taniec. Zdecydowanie taniec. To jedna z niewielu czynności, o których nie potrafiłabym pisać. To coś, co trzeba przeżywać, czuć. Nie da się zmieścić magii tańca w słowach. W tańcu – jak w pisaniu – mogę przenieść się do innego świata. Tonę w muzyce i odpływam. To dla mnie najlepszy odpoczynek psychiczny.

Jakie są Twoje dalsze plany? Masz pomysł na kolejną książkę?
Jak już wspomniałam, pomysłów mi nie brakuje. Mam kolejną opowieść prawie gotową do publikacji. „Prefekt” nie może się doczekać tylko ostatnich poprawek. W ostatniej chwili postanowiłam nanieść kilka zmian, ale ogólna koncepcja pozostaje niezmieniona – to będzie bardzo życiowa historia oparta na doświadczeniach prawdziwego człowieka. Znów będzie można zobaczyć mnie w innej odsłonie. Tym razem zamieszamy w kryminalnym świecie firmowych przekrętów. Obecnie jestem w trakcie pisania kolejnej opowieści, która bazuje na thrillerze. „Niezapominajka”, podobnie jak „Prefekt” i „Nie dla Ciebie”, ma miejsce we Wrocławiu – tu z kolei pobawiłam się w sprowadzenie nam na głowy nieuchwytnego seryjnego mordercy. Sama jeszcze nie wiem, co z tego wyjdzie. Fabuła skręciła mi już niejednokrotnie w nieoczekiwanym kierunku.