Wywiad Libertas

Wywiad Libertas

Wywiad dla miesięcznika Libertas przeprowadzony przez Kamilę Zygmunt. Dostępny T U T A J

.

Tajemnicza przygoda

Dlaczego postawiła Pani na tajemniczość i przygodę - na fantastykę? Co sprawia, że najlepiej odnajduje się Pani na tym polu?

Świat fantastyki jest piękny, bo brak mu ograniczeń. W obecnych czasach każda realna rzecz i zjawisko zostały dokładnie opisane, sklasyfikowane i ograniczone udowodnionymi ramami np. fizyki albo psychologii. Nikt jednak nie określił, jak powinien wyglądać świat fantastyczny. Nie jest powiedziane, jaki ma kształt, jak się zachowuje i jakiej reakcji można po nim oczekiwać. To niesamowita możliwość kreowania własnej rzeczywistości. Władza, jakiej w życiu nie da się osiągnąć. Mogę tworzyć, niszczyć i wpływać na wszystko. Jeśli zapragnę, w lecie spadnie śnieg. Staram się jednak nie popadać w skrajną fantastykę. Bardzo fascynują mnie tajemnice naszego świata. Uwielbiam przekopywać Internet w poszukiwaniu ciekawych artykułów, co sprawia, że niejednokrotnie mam ochotę wykorzystywać je do budowania swojego literackiego świata. W wypadku pierwszej części „Oko Kanaloa” świat przedstawiony jest bardzo podobny do rzeczywistego, a jego niezwykłość oparłam głównie na tym, co wyczytałam na temat Czarnego Księżyca, który jest podobno tajemniczym drugim satelitą Ziemi.

„Oko Kanaloa” nie było pierwsze. Jak zaczęła się Pani przygoda z pisaniem?

Zaczęłam przygodę z czytaniem w gimnazjum, ale książki, po jakie wtedy sięgałam, mnie zawodziły. Były nudne i przewidywalne. Wpadłam więc na genialny pomysł - sama stworzę coś lepszego! Zaczęłam więc pisać. Zwykle na lekcjach, na marginesach zeszytu. Potem stwierdziłam, że fajnie byłoby komuś pokazać swoje cuda. Taka już ze mnie ekshibicjonistka - lubię obnażać swoją duszę. Jakieś 6 lat temu postanowiłam przenieść historyjki do wirtualnego świata i narazić się na krytykę. Kiedy zyskałam przychylność sporej grupy czytelników i coraz więcej osób zaczęło mnie namawiać do wydania książki, pomyślałam, że to może być dobry pomysł.

Dlaczego ukrywa się Pani pod pseudonimem?

Pierwszą książkę postanowiłam wydać pod pseudonimem przede wszystkim dlatego, że właśnie tak podpisywałam się na moich blogach. Zdobyłam tam grono czytelników, którzy znali mnie jako Sir B. Angel. Książka jest kontynuacją mojej przygody z pisaniem, więc uznałam, że pseudonim będzie do niej pasował. Chciałam też ukryć swoją tożsamość, bo marzy mi się, żeby kiedyś wejść do księgarni i podsłuchać rozmowę fanów stojących przy półce z moją książką. Wolałabym, żeby nie wiedzieli, że autorka stoi obok nich.

Skąd wziął się pomysł na pierwszą powieść, a w konsekwencji na całą trylogię „Oka Kanaloa”?

Pomysł na „Oko Kanaloa” zaczął się od teledysku do utworu „All the right moves” zespołu OneRepublic. Ten klimat - maski, atmosfera karnawału weneckiego - absolutnie mnie zafascynował. Planowałam całą akcję, która miałaby się tam rozgrywać. Sama nie wiem, jakim cudem historia pognała w zupełnie innym kierunku, a w Wenecji mają miejsce tylko ostatnie rozdziały. Podczas pisania staram się mieć otwarty umysł i dopuszczam do siebie pomysły, które pojawiają się w trakcie. To fascynujące w procesie tworzenia i jednocześnie takie prawdziwe - planujesz jedno, a wychodzi drugie.

Co symbolizuje Oko Kanaloa i jak stało się tytułem trylogii?

Oko Kanaloa to hawajski symbol, który symbolizuje połączenie wszystkich rzeczy ze sobą. Odpowiada za to, jak drobne działania potrafią wpływać na większe sprawy. W mojej opowieści ten temat jest poruszany wielokrotnie. Chociażby wtedy, kiedy przez przypadkowe podsłuchanie rozmowy, główna bohaterka pakuje się prosto w sidła sekty. Oko Kanaloa to również znak rozpoznawczy bractwa Vis Maior, który ma zapewniać członkom harmonię i szczęście. Jeśli chodzi o wykorzystanie go w roli tytułu, to był przypadek. Książka mogła równie dobrze nazywać się inaczej, ale „Oko Kanaloa” mi się spodobało. Brzmi tak tajemniczo.

O czym opowiada seria? Kim są bohaterowie? Gdzie rozgrywa się akcja?

„Oko Kanaloa” to opowieść wielowątkowa i ciężko wyróżnić motyw przewodni. Można ją podzielić na dwie części - pierwsza to prologi i epilogi. W nich mowa jest o jedenastoletnim Chrisie, który odnajduje na strychu starą księgę. Druga część dotyczy dwóch walczących bractw. Vis Maior strzegą porządku, a Neftyda chce władzy nad światem. Łączy ich pogoń za Światłem Czarnego Księżyca. Jednakże to nie jedyny wątek. Historię opowiada Sheyla - młoda studentka, która ma problemy naturalne dla każdego człowieka, a do tego przeżywa niesamowite przygody u boku tajemniczego Blake'a, który pragnie zemsty za wydarzenia z przeszłości. Sheyla ma też dwójkę przyjaciół, którzy w opowieść wprowadzają swoje problemy i pragnienia. Dałam życie bohaterom, a każdy z nich sprawia, że ta historia jest po części jego. Miejsce akcji jest równie zmienne jak bohaterowie. Pierwsza część zaczyna się w Miami, ale akcja przenosi się do Paryża, w okolice Trójkąta Bermudzkiego, w góry Ural i do Wenecji.

Wchodząc na Pani bloga od razu poczułam, że czytelnik jest w tym przypadku traktowany przez autora wyjątkowo. Dlaczego daje Pani odbiorcom możliwość bycia współtwórcami? Czy pomysły czytelników nie zrujnują szkieletu fabuły, który zapewne rysuje się w Pani głowie?

Bardzo się cieszę, że odniosła Pani takie wrażenie, bo rzeczywiście czytelnik jest dla mnie najważniejszy. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z sytuacją, kiedy autor dawałby czytelnikom władzę. Ja chcę nawiązywać kontakt z odbiorcami moich tekstów. Bardzo chętnie odpowiadam na każdą wiadomość. Pomyślałam, że najlepszym sposobem na podziękowanie za zainteresowanie moją książką, będzie możliwość wpłynięcia na losy bohaterów. Chcę, żeby moi czytelnicy wiedzieli, że ich kocham i ufam im na tyle, żeby oddać im władzę. Dodatkowo wplecenie zaleceń czytelników w moje pomysły na fabułę, będzie dla mnie wyzwaniem, a ja lubię wyzwania. Stąd pomysł na zorganizowanie konkursu, w którym do wygrania jest właśnie możliwość narzucenia mi czegoś.

Na czym polega ten konkurs?

Wszystkie szczegóły są opisane na stronie o-k.xn.pl w zakładce „konkursy”. Szczególnie wielką kreatywnością wykazywać się nie trzeba. Wystarczy wejść na stronę książki na Facebooku, polubić ją i napisać na tablicy kilka słów, które zachęcą innych do przeczytania książki. Wygrywa osoba, której odpowiedź zbierze najwięcej polubień. Wielkiej konkurencji nie ma, a wygrana wydaje jest bardzo atrakcyjna.

Czy nie boi się Pani, że zostanie posądzona o próbę uszczęśliwienia czytelników na siłę?

Zdaję sobie sprawę, że nie da się uszczęśliwić wszystkich, dlatego ja staram się uszczęśliwić siebie i ludzi podobnych do mnie. W książkach zawsze szukam zaskoczenia, nieprzewidywalności i palety doświadczeń - to samo staram się dać swoim czytelnikom. Jeśli ktoś tego nie lubi, nie zmuszę go siłą, żeby polubił moją twórczość. Piękno literatury kryje się w różnorodności - każdy znajdzie coś dla siebie.

Co Panią inspiruje?

Wszystko - to jedyna dobra odpowiedź na to pytanie. Inspiracje potrafię czerpać każdym zmysłem. Czasem zainspiruje mnie coś, co zobaczę, a innym razem coś, co usłyszę, poczuję, albo przeżyję. Pamiętam, że kiedyś do opowieści natchnęła mnie kobieta, którą zobaczyłam w tramwaju. Miała na sobie wisiorek z dużym, czerwonym oczkiem. Zapatrzyłam się i pomyślałam, że to mógłby nie być zwykły wisiorek - tak powstała moja oryginalna historia świętego Graala.

Czy bohaterowie mają swoje pierwowzory w realnym świecie?

Zawsze staram się tworzyć postacie od podstaw, nie używam szkieletu osób, które znam, bo to sprawiłoby, że zaczęłabym uosabiać z nimi swoich bohaterów. W każdej sytuacji zastanawiałabym się, czy pierwowzór zachowałby się tak, czy inaczej. W sytuacji, kiedy moi bohaterowie są oderwani od rzeczywistości, po prostu reagują na sytuacje, w jakich się znajdują i są w tym naturalni. Mimo to i tak nie mogę się opędzić od opinii, że bohaterowie są odpowiednikami prawdziwych ludzi. Piszę w pierwszej osobie, więc wszyscy uosabiają mnie z główną bohaterką, a to bzdura. Sheyla jest zupełnie inna. Mnie najbliżej do Cassie, jeśli chodzi o charakter.

Czym różni się Sheyla od Cassie?

Sheyla i Cassie to najlepsze przyjaciółki, choć różnią się prawie wszystkim. Cassie to typ przebojowej dziewczyny, która jest pewna siebie i wierzy, że może wszystko. Każdy chce przebywać w jej towarzystwie, bo rozsiewa pozytywną aurę. Sheyla jest z kolei osobą strachliwą, która woli schować się w cieniu niż wyjść przed szereg. Często zamiast działać, wpada w panikę i boi się zrobić krok do przodu.

Jak wyobraża sobie Pani potencjalnego odbiorcę powieści? Czy jest to osoba w konkretnym wieku z określonymi zainteresowaniami? Do kogo chciałaby Pani dotrzeć najbardziej?

Najbardziej chciałabym dotrzeć do wszystkich, dlatego moja opowieść plącze schematy różnych gatunków. Wiem jednak, że do wszystkich nie można się dostać. „Oko Kanaloa” to opowieść przygodowa, napisana językiem przystępnym dla młodzieży, więc kieruję ją głównie do młodych odbiorców, ale nie tylko. Wiem, że również starsi czytelnicy znajdują w lekturze wiele przyjemności. W jednej z recenzji dziewczyna przyznała się, że matka podkradła książkę i bardzo jej się spodobała. Co mnie jednak najbardziej zszokowało - mój dziadek również przeczytał bardzo chętnie. Powiedział, że niektórych słów nie zrozumiał, ale i tak jest pod wrażeniem. Nie mógł pojąć, skąd się we mnie wzięło tyle pomysłów. To ciekawe, bo sama nie znam odpowiedzi.

Kto jest pierwszym recenzentem Pani tekstów? Jak duży wpływ na zmiany w treści może mieć taka osoba?

Za czasu blogów moim pierwszym recenzentem była moja przyjaciółka. Podczas pisania książki zamknęłam się na opinie i chciałam dać jej gotowy tekst, ale tak się złożyło, że akurat weszłam w szczęśliwy związek i mój ówczesny chłopak był zainteresowany tym tematem. Spontanicznie pokazałam mu początek i zakochałam się w tym, co się wydarzyło. Zaczął czytać na głos, kiedy siedziałam obok. To było wspaniałe! Mogłam obserwować jego reakcje w trakcie czytania, a dodatkowo mogłam zamienić się w odbiorcę i usłyszeć tekst. Stał się moim pierwszym czytelnikiem, a taka osoba ma bardzo duży wpływ. Obserwowałam, czy uśmiecha się tam, gdzie powinien, czy jest zainteresowany, czy dany fragment go nudzi, a potem według uznania modyfikowałam tekst. Wyłapywałam też wiele błędów składniowych, których samodzielnie nie byłam w stanie zauważyć. Przy okazji dostawałam informacje, co mu się podoba, a co można by zmienić. Z czasem to nasze czytanie stało się niemalże moim ulubionym etapem pisania.

Zdarzyło się Pani po konfrontacji z czyjąś opinią stwierdzić: „Ten fragment faktycznie nie ma sensu”?

Szczerze mówiąc, jeszcze nie spotkałam się z taką opinią. Recenzje, które dostaję, są bardzo pozytywne. Wielokrotnie podkreślałam, że krytyka jest dla mnie bardzo ważna. Uważam, że tylko ona (nie pochlebstwa) jest w stanie pomóc w rozwoju. Kiedy wiem, co się ludziom nie podoba, mogę zacząć nad tym pracować.

Część pierwszą trylogii pt.: „Szyfr wtajemniczenia” można już nabyć w księgarniach. Na jakim etapie są prace nad kolejnymi częściami?

Część pierwsza jest dostępna, a część druga może być wstępnie uznana za napisaną. Obecnie przechodzi etap pierwszych korekt, drobnych zmian i udoskonaleń. Po przeczytaniu całości uznałam, że niektóre wątki trzeba skrócić, a inne odrobinę rozwinąć. Zebrałam też sporo opinii czytelników. Zapytałam ich, czego chcieliby zobaczyć więcej, a czego mniej. Ich uwagi również uwzględniłam i stopniowo je wprowadzam. Jednocześnie nieśmiało biorę się za pisanie trzeciej części, choć czekam jeszcze na rozstrzygnięcie konkursu i na sugestie zwycięzcy, który wprowadzi swoje pomysły i być może sprawi, że drugą część będę musiała napisać od nowa.

Jak wyobraża sobie Pani siebie jako autorkę za 5, 10 lat?

Wystarczy, że w ogóle wyobrażam sobie siebie jako autorkę za 5, 10 lat. To by znaczyło, że przez ten czas znajdę czytelników, którzy pozwolą mi na wydawanie kolejnych opowieści, a mi niczego więcej do szczęścia nie trzeba. Obecnie jestem debiutantką, która zaczyna od zera, bez wsparcia i reklamy, więc boję się, że nie dotrę do wystarczającej grupy odbiorców, co sprawi, że nie będę w stanie wydać kolejnej książki. Wiem, że mam szansę na sukces w tej branży. Pozwolę sobie na narcyzm i powiem, że moje opowieści są naprawdę dobre. Jak można wywnioskować z recenzji, „Oko Kanaloa” podoba się ludziom. Wystarczy tylko powiedzieć im, że taka książka istnieje. Reklama dźwignią handlu - niestety debiutanci mają w tej kwestii bardzo ciężko.

Po jakie książki sięga Pani prywatnie? Co mogłaby Pani polecić swoim czytelnikom?

Zaczynałam z pozycji osoby, która na książki miała alergię, ale potem przekonałam się do lektury i obecnie czytam bardzo dużo. Podobnie jak w każdej innej dziedzinie życie, tak i w doborze książek, staram się nie ograniczać. Sięgam po różnego rodzaju literaturę, nie mam ulubionych książek, przeskakuję między autorami i nie zastanawiam się, czy dotykam znanego nazwiska, czy popularnego gatunku. Mam tylko jedną zasadę - opis musi mnie zaciekawić, a pierwsze kilka rozdziałów sprawić, żebym miała ochotę czytać dalej. Zdarza się, że łapię w ręce jakąś dobrze zapowiadającą się książkę, czytam dwa rozdziały i stwierdzam, że się nudzę. Wtedy odkładam ją i sięgam po inną. Moim zdaniem to najlepsze podejście. Największym problemem w naszym kraju jest to, że coraz mniej ludzi w ogóle czyta, a jeśli już czytają, to bardzo często ograniczają się do wybranego gatunku lub autora (ewentualnie grona znanych autorów). Ludzie boją się próbować nowości, ale tak naprawdę nie mają pojęcia, czy właśnie wśród tych nowości nie kryje się coś, co mogłoby się im spodobać. Ja kiedyś nie lubiłam musztardy. Wyglądała dziwnie, pachniała dziwnie i twierdziłam, że jest niedobra, choć nigdy nie próbowałam. Którymś razem z nudów spróbowałam i okazało się, że mi smakuje. Tak jest w każdej dziedzinie życia. Nie możesz powiedzieć, że barszcz jest lepszy od rosołu, jeśli przez całe życie jadasz tylko barszcz.

3 thoughts on “Wywiad Libertas

  1. I’m amazed, I must say. Seldom do I encounter a blog that’s both equally educative and
    engaging, and let me tell you, you have hit the nail on the head.
    The issue is something that not enough people are speaking intelligently
    about. I am very happy I stumbled across this during my hunt for something relating to this.

Comments are closed.