Wywiad Kobiece Recenzje

Wywiad Kobiece Recenzje

Wywiad przeprowadzony przez czytelników bloga Kobiecych recenzji w maju 2016 dostępny także T U T A J

Kasia Kowalska

1.Pani Beato czy Dawid to postać całkowicie wymyślona czy zainspirowana kimś z rzeczywistości?

Dawid jest sklejką kilku rzeczywistych postaci i moich wyobrażeń na temat osoby jego pokroju. Ma też na pewno coś ze mnie, podobnie jak każda postać, którą tworzę.

2. Czy fajnie było wcielać się w postać mężczyzny pisząc książkę?

No pewnie! Móc spojrzeć na świat jego oczami, zmierzyć się z jego problemami… poczuć jak to jest oberwać w krocze, albo podrapać się po jajkach – to są rzeczy, których żadna kobieta nie doświadczy w normalnym życiu. Między innymi dlatego uwielbiam pisać. Pisanie to władza! Mwahahaha!

Justyna Ernest

1. Jak wyglądał ten przełomowy moment w Pani życiu gdy zdecydowała Pani, że chce napisać książkę?

Zależy, którą książkę. Jeśli chodzi o „Oko Kanaloa” impulsem był komentarz pod jednym z moich opowiadań. Czytelnik uznał mój tekst za tak dobry, że mógłby zostać książką. Jeśli zaś chodzi o „Nie dla Ciebie”, to żadnych przełomowych momentów nie było. Zrodził się pomysł, zaczęłam pisać i od razu wiedziałam, że to będzie dobre. Co najciekawsze… wciąż myślę, że to był dobry pomysł. Historia, nad którą obecnie pracuję jest zupełnie inna, ale… też będzie dobra. Nawet lepsza.

2. Komu pierwszemu przypadła w udziale możliwość przeczytania Pani książki?

W całości? Najprawdopodobniej mojemu najukochańszemu, najcudowniejszemu przyjacielowi – Andrzejowi. Choć mogę się mylić – moja pamięć jest dobra… ale krótka. Nie pamiętam już dokładnie, ale na pewno on był właścicielem pierwszego egzemplarza wydrukowanego na drukarce tekstu. On też puścił gotowy egzemplarz w świat, przez co „Nie dla Ciebie” jeszcze przed premierą dotarło do wielu znajomych. Kilku z nich zaczęło później jakoś dziwnie na mnie patrzeć…

Edyta Chmura

1. Podobno Pani umysł jest w 80 % męski. Też sprawdzałam swoją płeć mózgu, czytając "Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus" i pamiętam, że pytania dotyczyły bardzo życiowych zachowań. W jakich sytuacjach "męski" umysł najbardziej się Pani przydaje?

Na pewno przydaje się, kiedy trzeba chwycić za mapę. Jestem całkiem niezłym GPS-em i nie mam najmniejszego problemu z orientacją w terenie. Ciężko mnie przez to zgubić, kiedy robię się infantylna. Ten zmysł przydaje się też, kiedy idę na zakupy. Jestem wtedy typowym mężczyzną – wchodzę, przemykam bezszelestnie między półkami, biorę to, po co przyszłam i wychodzę. Czasami nawet po drodze płacę!

2. Dawid spotyka się z dwoma kobietami, które diametralnie się od siebie różnią, co utrudnia mu podjęcie decyzji, co do tego, w którym związku jest bardziej szczęśliwy. Będąc w analogicznej sytuacji, czym pokierowałaby się Pani przy wyborze "właściwego" partnera?

Oczywiście tym, kto ma seksowniejszy tyłek. Ogółem jestem fanką tyłków. Tyłki są fajne. Jednakże nie wokół tyłka świat się kręci. Przypomniała mi się piosenka Domowych Melodii: „A ja wolę brzydala, co brzydki jest jak noc, byle mnie zadowalał w tym sensie mhm… no”. Jak już niejednokrotnie powtarzałam: uroda przemija, a charakter pozostaje. Na miejscu Dawida brałabym Dominikę. Kurczę, nawet teraz brałabym Dominikę! Noc z nią na pewno byłaby niezapomniana!

Alka Pachut

1.Pani książka nosi tytuł "Nie dla Ciebie". A czy jest w życiu coś, co nie jest dla Pani?

Ta druga czekolada w sumie była nie dla mnie… ale tak samotnie leżała i aż się prosiła o odrobinę zainteresowania. Niestety mam niezdrową skłonność do sięgania po to, czego hipotetycznie nie powinnam ruszać. Jestem przekorą. Jak ktoś mówi, że coś jest nie dla mnie, to od razu robię się bardziej zainteresowana. Nikt nie będzie mi dyktował, co mogę, a czego nie.

2.Czy postacie w Pani książce są wzorowane na Pani bliskich, znajomych itd?

Różnie to bywa. Zdarza się, że wzoruję postacie na znajomych ludziach, zdarza się, że biorę tylko jedną cechę danego człowieka i wklejam ją w zmyślonego bohatera, zdarza się, że tworzę postać od podstaw pod konkretną rolę. Jak już kiedyś wspomniałam, nie warto mi podpadać. Można skończyć jako epizod, z którego wszyscy będą się śmiali. Wiecie, jakie to pozostawia blizny na psychice? I ktoś taki będzie musiał z tym żyć. Wiem, jestem podła. A do tego złośliwa, wredna i w ogóle niedobra. Lepiej się trzymać ode mnie z daleka.

Grażyna Wróbel

1. Na Pani stronie możemy znaleźć taki oto tekst:"To właśnie czytelnicy Onetu namówili ją do podjęcia próby współpracy z wydawnictwem." Czy mamy przez to rozumie, że gdyby nie czytelnicy portalu Onet, dziś nie mielibyśmy okazji trzymać w rękach "To nie dla Ciebie"? Pani nie miała ochoty wydać swojej książki?

Zaczynałam przygodę z pisaniem od opowiadań na Onecie i wtedy pisanie było dla mnie zabawą. Lubiłam to robić, ale nie miałam wiary w siebie. Nie sądziłam, że ktokolwiek będzie chciał mnie czytać. Także… tak, gdyby nie czytelnicy, nie wydałabym książki. Opowieści pewnie wciąż by powstawały, ale najprawdopodobniej byłyby tylko gdzieś w sieci. Właściwie myślałam o powrocie do korzeni. Publikowanie to fajne doświadczenie samo w sobie, a mam dużo pomysłów, które potrzebują kanału ujścia.

2. Jak zrodził się pomysł, by będąc kobietą napisać powieść z perspektywy mężczyzny? Czy to trudne zadanie?

Lubię podejmować wyzwania, a pisanie z męskiej perspektywy było dla mnie pewnego rodzaju testem. Czy sprostałam, każdy może ocenić, sięgając po „Nie dla Ciebie”. Moim zdaniem wyszło nieźle, ale nie będę się zagłębiać w temat, bo narcystyczne popędy już mi się załączają. Jeśli zaś chodzi o poziom trudności, zadanie nie jest bardziej skomplikowane niż ugotowanie zupy. Wystarczy tylko wiedzieć, jakie składniki są potrzebne i w jaki sposób mają być łączone.

Ania Lebioda

1. Jak wygląda proces twórczy, ile trwa w Pani przypadku?

Proces twórczy jest bardzo rozległy. Zaczyna się od pomysłu, który następnie musi swoje odleżeć i nabrać kolorów. Zwykle po pięciu minutach niecierpliwość bierze górę i zaczynam pracować nad konspektem. Później zaczynam pisać (zakładając, że aktualnie nie jestem w trakcie pisania niczego innego). Jak już stukam w klawisze, to zwykle po pierwszym rozdziale muszę wyrzucić konspekt, bo okazuje się, że historia gdzieś mi skręciła. Tak też piszę, kiedy tylko mogę, bo sama jestem ciekawa zakończenia. Są emocje, jest ekscytacja, jest ekstaza, kiedy postawię ostatnią kropkę… a później jest kręcenie nosem i zastanawiania się, czy jednak nie lepiej było pisać zgodnie z początkowym założeniem. Następny etap to szczere postanowienie poprawy. No i później zostaje już tylko moment, kiedy pojawia się kolejny pomysł i cały proces zaczyna się od nowa. Ile to wszystko trwa? Przeróżnie. Im więcej rzeczy mam na głowie, tym niestety czas się wydłuża. Był miesiąc, w którym napisałam ponad 10 tys. słów, a był taki, w którym napisałam dwa zdania, bo nie miałam nawet czasu usiąść na spokojnie do tekstu.

2. Czy pisanie jest dla Pani formą oczyszczenia, wyrzucenia emocji?

Wiadomo, że nie ma nic lepszego na poprawę humoru, niż kilka fikcyjnych morderstw – można więc uznać pisanie za formę wyrzucania emocji. Z tym, że różne są rodzaje tekstów. Są takie, które zachowuje się na powieści, są takie, które publikuje się w sieci, a są też takie, które pisze się tylko dla siebie. Przez dłuższy czas pisałam namiętnie pamiętnik. To była baaardzo duża kopalnia moich emocji. Z kolei w książkach nie ma ich aż tyle. Tam znajdziecie więcej przemyśleń, fantazji i wyobrażeń, niż aktualnych wahań nastrojów.

Monika Hetz

1. W jednej z recenzji Pani książek przeczytałam, że główny bohater Dawid staje przed wyborem, co jest dla niego ważne uroda czy charakter. W związku z tym chciałabym zapytać co Pani uważa za ważniejsze u mężczyzny urodę czy charakter?

Patrząc na moje poprzednie związki, ciężko uznać, że kierowałam się urodą. Jednocześnie patrząc na to, kto obecnie jest mi bliski… ciężko uznać, że tylko charakter mnie uwiódł. Tak naprawdę to wszystko są tylko szczegóły. Zakochany człowiek jest w stanie przymknąć oko na niedoskonałości charakteru i urody. Liczy się jakiś dziwny zwierzęcy magnetyzm, który sprawia, że nie możemy przestać myśleć o tej osobie, chcemy ją mieć obok siebie. Liczy się umiejętność dogadania się, podobne poczucie humoru i chęć wzajemnego wspierania się. Liczy się to, kto rano wstanie i zrobi nam śniadanie, żebyśmy mogli pospać 15 minut dłużej,  kiedy czeka nas ciężki dzień. Liczy się to, do kogo chcemy się odezwać, gdy mamy problem. Najważniejsze jest to, żeby móc komuś zaufać i czuć się bezpiecznie z myślą, że jest ktoś, kto zawsze będzie dla nas.

Paulina Nowak

1. Skąd czerpie Pani inspirację do pisania?

Zewsząd. Wszystko może być inspiracją. Czasami nawet brak inspiracji może być inspirujący. Wystarczy posłuchać „Teksańskiego”, żeby się o tym przekonać. Jako artystka, wyobraźnię mam dość bujną. W dodatku jestem trochę kobietą, co w zestawieniu z władzą, jaką daje pisanie, stanowi mieszankę wybuchową. Czasami dla samej siebie jestem zagrożeniem. Moim zdaniem, całkiem niezłą opcją byłoby wprowadzenie ograniczeń na tę moją wyobraźnię, zanim sobie krzywdę zrobię. Jakieś odgórne normy eksploatacji, czy coś w tym stylu. Mogłabym mieć licencję na wyobrażanie. Prawie jak Bond na zabijanie. On jest agentem 007, a ja mogłabym być agentem 006,9.

2. Długo Pani myśli nad książką czy pomysł rodzi się
niespodziewanie?

Zwykle pierwszy impuls pojawia się sam z siebie. Jest iskra, jest pomysł na fabułę. Sęk w tym, że takich pomysłów przelatuje mi przez głowę kilka tygodniowo. Niestety nie jestem w stanie wszystkich wykorzystać, dlatego te, których się podejmuję, zwykle najpierw leżą dłuższą chwilę i czekają na swoją kolej, a co za tym idzie, mam więcej czasu na przemyślenia i rozwinięcie fabuły. Z tym, że… jak już wcześnie wspomniałam, później i tak cały konspekt ląduje w koszu, bo historia idzie własnym torem. Nawet jak wiem, w jaki sposób się skończy, to nie mam pojęcia, w jaki sposób dotrę do danego miejsca.

Magdalena Robert

1. Jeśli miałaby Pani wybrać motto życiowe, jak by ono brzmiało?

„Dum spiro, spero” (łac. Dopóki oddycham, nie tracę nadziei) – motto bractwa z „Oka Kanaloa”. Jestem za tym całym sercem, płucem i wątrobą.

2. Jakie cechy według Pani powinien posiadać pisarz?

Cierpliwość, bystrość, humor, inteligencję, empatię, urok osobisty, wyrazistą osobowość, otwartość na nowe przeżycia i ludzi, których spotka po drodze, wrodzony geniusz i talent, sumienność, pracowitość, gorące serce bijące dla pióra, poświecenie, honor, godność... I skromność. Przede wszystkim skromność. Inaczej mógłby zacząć ganiać po mieście i chwalić się swoją wspaniałością, zamiast usiąść na tyłku i pisać.

Agnieszka Kosińska

1. Jakie emocje towarzyszyły Pani, gdy po raz pierwszy trzymała Pani egzemplarz swojej książki?

Ciężko ubrać to w słowa. Uczucie porównywalne z trzymaniem w rękach swojego dziecka. Głaskasz, dotykasz tak delikatnie, jakby każdy ruch mógł zepsuć to maleństwo. Z tą tylko różnicą, że później następuje wybuch i szaleńcze kartkowanie całości, czego dzieciom raczej nie zaleca się robić.

2. Czy dla dobra ukochanej osoby byłaby Pani w stanie ukryć coś co mogłoby zniszczyć szczęśliwy związek?

Natura była wredna dla ludzi, którzy mnie otaczają, bo stworzyła mnie szczerą do bólu. Nie potrafię kłamać (zaraz zaczynam się śmiać, jak tylko próbuję), a w ukrywaniu czegokolwiek jestem beznadziejna. Jak zaczynam o czymś gadać, to jak na prawdziwą kobietę przystało, potrafię przeskoczyć przez szereg przeróżnych tematów pobocznych. Oczywiście najpierw mówię, a później myślę, więc prędzej czy później wypaplałabym to, co powinnam ukryć. Inna kwestia to samo moralne podejście do ukrywania czegoś. Czy związek może być naprawdę szczęśliwy, jeśli partnerzy mają przed sobą tajemnice? I to takie, które hipotetycznie mogłyby ten związek zniszczyć? Jednocześnie zastanawia mnie podejście czytelników do sytuacji Dawida. W książce chciałam przedstawić również aspekt psychologiczny – owszem, Dawid zadaje się z kilkoma kobietami na raz. Owszem, to jest złe. Sęk w tym, że świat się zmienia. Kiedyś pojęcie monogamii oznaczało związanie się z jednym człowiekiem na całe życie. Obecnie oznacza to, że jesteśmy z jednym człowiekiem w danym przedziale czasu, po czym bez skrupułów zamieniamy go na innego. Może za chwilę pojęcie zmieni się na to, że będziemy z jednym człowiekiem na raz?